niedziela, 28 stycznia 2018

Pomódlmy się


Niedziela. Eucharystia. Pomódlmy się za polskiego Alpinistę, który samotnie boryka się z naturą i chorobami, by przeżyć. Niech Duch Święty oświeci go Swoją Mocą, aby miał świadomość i siłę, by zwrócić się o pomoc do Pana Jezusa i powierzyć Mu siebie na dobre i złe.


piątek, 26 stycznia 2018

Piątek dla PANA


Piątek to dzień tygodnia, w którym został ukrzyżowany Pan nasz Jezus Chrystus. By uczcić Męka Pana Jezusa dlatego jest on dniem postnym. Dlatego też odmawiana jest Koronka do Miłosierdzia Bożego. Litania do Najdroższej Krwi Pana Jezusa, śpiewane Gorzkie Żale i odmawiana Droga Krzyżowa.


niedziela, 21 stycznia 2018

Złoto w ogniu się oczyszcza


Pan Jezus jest Łaskawy i Miłosierny. Zsyła na człowieka wiele łask i nieustannie przebacza nawet największy grzech, gdy tylko grzesznik ze kruchą błaga o wybaczenie. Wszelkie nieszczęścia i choroby na człowieka sprowadza szatan i grzech. Pan Jezus jest Wszechmogący i mógłby łatwo cofnąć zakusy szatana. Lecz czasem dopuszcza je, by człowieka sprawdzić czy ufa Bogu, zahartować i by człowiek odpokutował swoje grzechy już na ziemi. Dzieje się tak, bo złoto w ogniu się oczyszcza. Podobnie jest z człowiekiem.


piątek, 19 stycznia 2018

Dziękuję Panie Jezu



Każdy z nas każdego dnia ma za co dziękować Panu Jezusowi. Lecz, czy to czynimy ? Pewnie większość z nas o tym nie pamięta, nie myśli, a więc i nie dziękuje. A tyle dobrego nas spotyka każdego dnia.


czwartek, 18 stycznia 2018

Nieustanna walka dobra ze złem

We współczesnym świecie szatan działa w sposób tak zauważalny, że tylko ślepy na duszy nie jest w stanie zauważyć. Wszystko co złe, to Katolicy. Nikt inny, tylko Katolicy. Wielki atak w dwudziestym pierwszym wieku przypuścił szatan na Katolików. A to oznacza, że czuje w nich zagrożenie. Boi się Katolików. Szatan wciąż poszukuje nowych zwolenników i wykorzystuje starych, jak tylko może, aby występowali przeciwko Kościołowi Katolickiemu. Doprowadza niektórych wprost do fanatyzmu. A ci zaciekle walczą z Kościołem. A Kościół to przecież ludzie. Ze swoimi zaletami i wadami, a także nerwami. A potem wielkie halo, że komuś wreszcie puściły nerwy i stuknął lekko takiego fanatyka. Nie popieram, ale też się nie dziwię. Człowiek jest tylko człowiekiem i ma prawo się zdenerwować. A swojego Kościoła i swojej Wiary ma obowiązek bronić każdy wierzący.

wtorek, 16 stycznia 2018

Kardynał Stefan Wyszyński


Kilka dni przed Bożym Narodzeniem papież Franciszek podpisał dekret o heroiczności cnót kard. Stefana Wyszyńskiego. Do beatyfikacji niezbędny jest już tylko cud za jego wstawiennictwem.
Matka przyszłego prymasa Polski zmarła, gdy Stefan miał 9 lat. Wspominał, że gdy był już w Warszawie, w gimnazjum św. Wojciecha, swoje synowskie uczucia przeniósł na posąg Matki Bożej Passawskiej z Krakowskiego Przedmieścia. Ale przecież w oblicze Matki Bożej zapatrzył się już wcześniej, w domu rodzinnym w Zuzeli, gdzie nad łóżkiem wisiały dwa obrazy: Matki Bożej Częstochowskiej i Ostrobramskiej. A potem jasnogórski obraz woził ze sobą wszędzie – na przednim siedzeniu w samochodzie – siadając z tyłu. Ikona stała przed jego łóżkiem także w chwili śmierci. Gdy zabrakło matki ziemskiej, to Ona musiała mu ją zastąpić.
W furażerce na deszczu
Jak później będzie powtarzał, stał się Jej niewolnikiem. To na Jasnej Górze, w dniu Matki Bożej Śnieżnej, 5 sierpnia 1924 r., odprawił pierwszą Mszę św. „Aby mieć Matkę, aby stanęła przy każdej mojej Mszy św., jak stanęła przy Chrystusie na Kalwarii”, jak wspominał. Na prymicyjnym obrazku widać św. Jana Chrzciciela przytulającego owieczkę. I cytat z Janowej Ewangelii: „Jam głos wołającego na puszczy. Prostujcie drogę Pańską”. Na prawie 60 lat sam stał się głosem wołającym na współczesnej duchowej pustyni.
Moc księcia Kościoła tkwiła w niespotykanej u innych pokorze. Przystojny mężczyzna o arystokratycznym wdzięku, z drugiej strony asceta, który lubił proste placki ziemniaczane, kaszę gryczaną i ziemniaki ze zsiadłym mlekiem. A kapelanowi kazał dyskretnie zdejmować z łóżka poduszki, kładzione przez gospodarzy z dobrego serca. W gabinecie siedział nie w fotelu, a na zwykłym krześle, na którym przez 30 lat kładł złożony koc.
Podobnie było z sutanną, o której inni mówili, że jest wytarta i zniszczona, a kardynał z uporem twierdził, że będzie dobra, tylko wymaga zacerowania. Zresztą przez lata posługi biskupiej i prymasowskiej służyło mu to samo palto z czasów wojny, które otrzymał od bp. Michała Kozala, zamęczonego w Dachau. Latem zamieniał je na stary jasny płaszcz z popeliny. I furażerkę.
Jak wspomina jego kapelan, ks. Bronisław Piasecki, nie przywiązywał wagi do ubioru, ale dbał o jego schludność. Jadał mało, alkoholu w ogóle nie pił. Wstawał o piątej rano i nawet w trzyletnim uwięzieniu nie zmienił planu dnia. Dobrze planował czas. Gdy wychodził na półgodzinny spacer w ogrodach prymasowskich, nie korzystał z parasola, bo „oficer z niego nie korzysta”. Znał głosy ptaków, wszystkie nazwy drzew i kwiatów, potrafił zachwycać się wiewiórką.
– Czasem lepiej modlimy się na różańcu z liści niż z czarnych ziarenek – mówił. Stąd mnóstwo jego zdjęć z brzozami, paprociami, szczeniętami i owieczkami branymi na ręce podczas letniego wypoczynku.
Najwięcej nauczył się w Laskach
Chętnie uciekał z Warszawy do odległej o 20 km Choszczówki, gdzie w lesie znajdują się dom i kaplica pw. Jasnogórskiej Matki Kościoła. Zwykle był to poniedziałek, gdyż ten dzień miał wolny. Ale nie był to nigdy tylko wypoczynek. Tu prowadził między innymi ważne rozmowy dotyczące stosunków Kościół–państwo, tu powstawały listy pasterskie, tu odbyło się posiedzenie Rady Głównej Episkopatu Polski, ostatnie z udziałem kard. Karola Wojtyły.
Od 1969 r. zmęczony prymas odzyskiwał siły w Choszczówce, którą opiekowały się panie z Instytutu Świeckiego Pomocnic Maryi Jasnogórskiej Matki Kościoła (dziś Instytut Prymasa Wyszyńskiego). To miejsce nazywał zbiornikiem nowych sił miłości i małą Jasną Górą. Na biurku w zachowanym pokoju stoi obraz Czarnej Madonny, z którym kard. Wyszyński nie rozstawał się. Przy prostym stole, choć wciąż utrzymującym wysoki połysk, jest obrotowy fotel. W gablocie ulubione lektury, m.in. Trylogia i cała twórczość Kornela Makuszyńskiego. Na ścianach sporo zdjęć rodzinnych i obraz Matki Bożej Karmiącej z kościoła w Zuzeli. Nawet dywan jest tu oryginalny, choć może mniej puszysty niż ponad 30 lat temu. Gdzieś jednak zanotował, że najwięcej nauczył się w Laskach, wśród ociemniałych, opatrując rannych w czasie powstania warszawskiego. „Długie miesiące pracy w szpitalu powstańczym (…) to więcej niż uniwersytet, bo to głębokie zrozumienie bliźniego, czego się na ogół z książek nie nauczy. Szacunku dla człowieka nabywa się nie wtedy, gdy widzi się go w postawie bohaterskiej, ale gdy widzi się człowieka w udręce”.
Z Lasek widać było płonącą Warszawę. Tam wstrząsnęła nim fotografia zrzuconej ze świętokrzyskiego kościoła figury Chrystusa. „Obalony wprawdzie, niemocny, leżący na swym krzyżu, ale dłonią pokazujący zburzonej Stolicy niebo, aby nie przestała wierzyć, iż może się odrodzić” – zapisał. Już pod koniec powstania, idąc przez las, natknął się na stertę spopielonych kart przyniesionych przez wiatr. Wśród nich, na niedopalonym skrawku, zachowały się jedyne słowa: „Będziesz miłował”. – To najświętszy apel walczącej Warszawy do nas i do całego świata. Apel i testament – skwitował kard. Wyszyński.

Szkiełko z witraża
– Nigdy nie załamywał rąk. Nawet w więzieniu żył jak człowiek wolny. Do wszystkich, nawet do tych, którzy go krzywdzili, odnosił się z wielkim szacunkiem i miłością. Był we wszystkim sobą, wolny od lęku o siebie. Tę pewność dawało mu przekonanie, że Bóg wie, co robi, i że weźmie go w obronę – wspomina Anna Rastawicka z Instytutu Prymasa Wyszyńskiego. Przez 12 lat towarzyszyła, jak przekonuje, życiu świętego.
Gdy po raz trzeci wracał do tego miasta, obejmując katedrę warszawską po wielkim prymasie kard. Auguście Hlondzie, powiedział, że znacznie mu łatwiej ją pokochać i oddać jej swe siły i zdrowie. – Ze czcią wielką i z religijnym namaszczeniem stawiam swe stopy na warszawskim bruku, po którym biegałem ongiś, na bruku omytym krwią ofiarną najlepszych, bohaterskich dzieci tego wspaniałego miasta wszelkich możliwości – mówił, wchodząc do leżącej w gruzach katedry warszawskiej w lutym 1949 roku. W następnych latach przyszło mu odbudowywać ponad 70 doszczętnie zburzonych świątyń. Wspominał ze wzruszeniem chwilę, gdy podczas odkopywania prezbiterium archikatedry św. Jana Chrzciciela ktoś wydobył spośród gruzów małe szkiełko ogromnego witraża, przedstawiające oblicze Matki Bożej Częstochowskiej. Długo leżało na biurku, przy którym pracował przy ul. Miodowej. Tym samym co poprzednik. Ascetyczny prymas kazał pozostawić wszystkie meble.
Skromny wystrój jego pokoju, z krzesłem w rogu, stolikiem z lampką nocną, chodnikiem, robił wrażenie na lekarzach, którzy odwiedzali go w chorobie. Odszedł do Ojca w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego 1981 roku. Pogrzeb odbył się w uroczystość Nawiedzenia Bogurodzicy. „Wiem jedno, czasu nie traciłem” – napisał w tzw. Testamencie 

niedziela, 14 stycznia 2018

MARYJA MATKA BOGA I CZŁOWIEKA


Jesteśmy świadomi tego, jak wielką rolę pełniła Matka Najświętsza od początku do końca.
Od pełnego zawierzenia Panu Bogu i swoim "fiat". Gdy przyniósł Dobrą Nowinę Anioł Gabriel.
Do Niej także wypowiedział prorocze słowa Symeon.
Ona Sama również rozmawiała ze Swoim 12 letnim Synem po zaginięciu i odnalezieniu Jezusa w Świątyni.
I to Matka Najświętsza w Kanie Galilejskiej upomina się u Jezusa Chrystusa, o pierwszy cud, którym było przemienienie wody w wino.
Matka Najświętsza nieraz była Towarzyszką podróży Swojego Syna i Apostołów.
Ona także przeszła ze Swoim Synem całą Drogę Krzyżową. By na końcu z Woli Boskiego Syna pozostać Matką wszystkich ludzi. 
Matka Najświętsza stała także na czele rodzącego się Kościoła Chrystusowego, gdy zabrakło na ziemi Pana Jezusa.
Matka Najświętsza, to nasza najlepsza Matka, Wspomożycielka, Powiernica, Pocieszycielka, Orędowniczka, Obrończyni, Opiekunka. Można by jeszcze długo wymieniać. Zapewne każdy w ciągu swojego życia na swojej skórze odczuł Jej Matczyne działanie. Z Woli Bożej pod Krzyżem, na którym konał Jej Boski Syn stała się Matką wszystkich ludzi. I wiernie Matkuje każdemu kto się do Niej ucieka. A nawet tym, którzy się do Niej nie uciekają. 


sobota, 13 stycznia 2018

Pan Jezus i Jego Matka


Ile musiała wycierpieć Matka Najświętsza patrząc na maltretowanie przez oprawców Jej Syna ? Jak mocno cierpiała słysząc złowieszcze okrzyki ludzi, wyrok śmierci, widząc opluwanie Świętego Oblicza, biczowanie, policzkowanie, koronowanie i wycieńczenie Syna podczas Drogi Krzyżowej. I wreszcie przybicie do krzyża i długie w męczarniach konanie Jej ukochanego Syna. Choć wiedziała, że jest On Synem Bożym, ale jednocześnie był i Jej Dzieckiem. Czuła sercem Matka Najświętsza, że musi tak być, bo Jezus cierpi za Zbawienie ludzi. Lecz rozum po ludzku i matczynemu odczuwał boleść nie do opisania. I nadal tak jest, gdy obrażamy Pana Jezusa. Nadal i nieustannie cierpi Jezus i Jego Matka.


wtorek, 9 stycznia 2018

Pan się narodził


Pan Jezus przyszedł na świat. Matka Najświętsza po kilku dniach usłyszała ciężkie słowa od proroka Symeona "Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A duszę Twoją własną przeniknie miecz, by wyszły na jaw zamysły serc wielu". 


niedziela, 7 stycznia 2018

ŚWIĘTO CHRZTU PAŃSKIEGO


Okres Bożego Narodzenia kończy się Świętem Chrztu Pańskiego. I choć nie jest to chronologicznie ułożone według wydarzeń, to nic nie szkodzi, bo w wierze nie chodzi o chronologię. Zresztą wiele wydarzeń w roku Liturgicznym jest umiejscowione w kolejności chronologicznej.  
Jan Chrzciciel powiedział "Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien schylić się i rozwiązać rzemyka u Jego sandałów. Ja was chrzczę wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym". 
W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. A na niebie pojawił się Duch Święty w postaci gołębicy i brzmiał głos "To jest Mój Syn umiłowany, w Którym Mam upodobanie".


sobota, 6 stycznia 2018

OBJAWIENIE PAŃSKIE


Dziś Święto Objawienia Pańskiego zwane Świętem Trzech Króli. 
Legenda głosi, że za gwiazdą podążał także czwarty król, który sprzedał swój majątek i wiózł drogie podarki chcąc pokłonić się i ofiarować je Maleńkiemu Jezusowi. Lecz droga była bardzo daleka, a po drodze spotykał wielu ubogich, którym rozdał wszystko co posiadał. Mędrzec ten spotkał Pana Jezusa dopiero 33 lata później. I to do niego Pan Jezus powiedział "Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych Mnie uczyniliście".


piątek, 5 stycznia 2018

Podwójnie

Wyrządzone zło także do nas wraca i to nawet podwójnie. I również nie zawsze od razu, lecz często po czasie. Ale zawsze powraca podobnie, jak dobro.


czwartek, 4 stycznia 2018

W dwójnasób

W życiu jest tak, że wyrządzone dobro do nas wraca. Nic nie ginie, a nawet powraca w dwójnasób. I choć niekoniecznie wraca od razu, ale zawsze wraca, nawet po długim czasie.


wtorek, 2 stycznia 2018

Polecam


Warto polecić do poczytania artykuły dotyczące wspaniałego, bo pięknego duchem człowieka Arcybiskupa Bronisława Dąbrowskiego.