Siostra Róża Wanda Niewęgłowska, tercjarka dominikańska, urodziła się 6.11.1926 r. w Toczyskach, pow. Łuków na Podlasiu. Od dzieciństwa naznaczona była charyzmatem cierpienia. W 5. roku życia zmarła jej matka. Jako sierota trafiła do Domu Dziecka w Lublinie. Później na stałe zamieszkała w Domu Opieki Społecznej w Lublinie. Odwiedzało ją dużo osób. Miała dla nich wielką miłość bliźniego, a dla wielu spełniała uczynki miłosierdzia. W roku 1962 przyjęła biały szkaplerz tercjarzy dominikańskich wraz z imieniem Róża. W 22. roku życia została sparaliżowana. Paraliż utrzymywał się przez 40 lat, aż do śmierci. Prawie zawsze przebywała w łóżku z nieustannymi cierpieniami i to było jej trwanie pod Krzyżem.
S. Róża przeszła 9 operacji. Miała 4 zawały serca, ciężką astmę, kamienie w drogach moczowych, zapalenie
nerek, chorobę wrzodową żołądka, częste wymioty, silne bóle głowy, wysoką temperaturę, nawet 41°C.
miała złamane żebro i obojczyk, pęknięty kręgosłup, raka nerki oraz trzy razy przeżyła śmierć kliniczną. Wielu leków nie mogła przyjmować, więc musiała cierpieć. Pomimo wielkich cierpień swoją chorobę znosiła spokojnie, a nawet umiała się uśmiechać. Zawsze jednak była uśmiechnięta i pogodna; zawsze miała czas dla innych, kosztem swojego zdrowia mówiąc, że takie jest jej posłannictwo tu na ziemi. Cierpienia nazywała „pocałunkiem Chrystusa. Przyjmowała je z miłością, a nawet ukrywała, aby nie straciły wartości nadprzyrodzonych. Gdy pytano ją: Jak się czujesz? - odpowiadała z uśmiechem: „Samo zdrowie
Ludzie często narzekają, że mają coraz więcej zmartwień i cierpień, a brakuje im duchowego wsparcia. Tymczasem nieocenionym wzorem życia jest s. Róża, która zawsze zgadzała się z wolą Bożą i chętnie przyjmowała każde cierpienie dla Jezusa. Potrafiła nie tylko cierpieć, ale i dziękować Bogu za dar cierpienia, bo wiedziała, że ono ma wartość zbawczą.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.