wtorek, 23 czerwca 2020

Święty Franciszek Salezy - cytaty


Franciszek Salezy żył w XVI i XVII wieku. Był biskupem Genewy, doktorem Kościoła i założycielem zakonu Wizytek oraz autorem dzieła teologicznego.

 Święty Franciszek Salezy - cytaty

- Wszystkiego, co zdarza się w życiu – z wyjątkiem grzechu – Bóg chce, a przynajmniej to dopuszcza. Wobec tego ten, kto naprawdę Boga kocha, gotowy jest przyjąć każde wydarzenie, jakie by nie było, z „prostym usposobieniem” przyjmowania tego, co przyjdzie, jako przychodzące „z Bożego upodobania”. 
- Jeden z podstawowych rysów duchowości wg. św. Franciszka Salezego. Na pierwszym miejscu polega ona na szczerym umiłowaniu własnego stanu życia. Trzeba kochać to, co kocha Bóg; otóż On kocha twoje powołanie; my też je naprawdę kochajmy i nie upierajmy się przy myśli o powołaniu innych”. Powód jest oczywisty: „Jeśli chcemy być święci według naszej woli, nigdy nimi nie będziemy naprawdę; musimy nimi być zgodnie z wolą Bożą. Otóż wolą Bożą jest, byś, z miłości do Niego, szczerze kochała praktykowanie swojego stanu”.
- Kiedy indziej napisał „Proszę nie siać swoich pragnień w ogrodzie bliźniego; proszę uprawiać wyłącznie własny ogród.
- Św. Franciszek Salezy, niczego bardziej się nie obawia, jak mnożenia bezowocnych pragnień. „Dobrze jest wiele pragnąć, ale trzeba wśród pragnień zaprowadzić porządek i w rzeczywistości wydobywać każde z nich zgodnie z czasem i z własną możliwością. Najmniejsze dokonanie jest bardziej pożyteczne niż wielkie pragnienia rzeczy oddalonych od naszych możliwości, jako że Bóg bardziej pragnie u nas wierności w małych rzeczach, które stawia w granicach naszych możliwości, niż zapału do wielkich, które od nas nie zależą”.
- Prawdziwa duchowość unika „wyjątkowości”, zwłaszcza w sferze pobożności, w której naraża się na zbytnią widoczność. Jeśli chcesz zostać świętą świętością wyjątkową, to twoja sprawa, ale takich świętości stale trzeba się obawiać. Gdy chcemy być świętymi świętością prawdziwą, trzeba by była ona wspólna, jak świętość naszego Pana i Matki Bożej. Nie trzeba pragnąć dojścia do świętości całkiem nagle; należy postępować wspólną i zwyczajną drogą, która jest najpewniejsza.
- Nigdy nie wolno mylić doskonałości, do której są wezwani wszyscy, niezależnie od swojej sytuacji, ze „stanem doskonałości”, który normalnie dotyczy życia zakonnego. „Bo wielka zachodzi różnica między stanem dos­konałości a doskonałością. Wszyscy biskupi i zakonni­cy są w stanie doskonałości, a nie wszyscy są doskonali. Co, niestety, aż nadto rzuca się nam w oczy. Wszyscy zostali wezwani nie tylko do doskonałej miłości, jaką jest świętość, a doskonałość jest dostępna dla wszystkich. A my, gdziekolwiek jesteśmy, wszędzie możemy i powinniśmy troskliwie się starać o życie doskonałe.
- Jak dotąd, owa duchowość wydaje się raczej pasywna: trzeba zgodzić się na życie takie, jakie się jawi, na swoją własną rzeczywistość, i starać się ją kochać jako wyraz woli Bożej i Jego miłości wobec nas. Ale to stanowi jedynie punkt wyjścia. Teraz chodzi o rozwinięcie konkretnej postawy działania, którą Franciszek Salezy nazywa „ćwiczeniem w cnotach”. Po uznaniu i wyrażeniu zgody na chwilę obecną  i na opatrznościowe miejsce, w którym Bóg „nas zasadził”, trzeba „zakwitnąć” i wydać owoc, ale zawsze licząc się z sytuacją konkretną i z powołaniem każdego.
- W życiu chrześcijańskim wszystko jest owocem łaski Ducha Świętego, ale dar łaski wymaga współpracy człowieka. Nabywanie cnót wymaga w każdym razie sporej dozy wysiłku, odwagi, zdecydowania, wytrwałości i bezinteresowności. Św. Franciszek Salezy napisał, że prawdziwa cnota nie wzrasta w odpoczynku zewnętrznym, podobnie jak dobre ryby w zgniłych wodach bagien. Chodzi tu o prawdziwe ćwiczenie – taki jest sens słowa asceza – albo „walka duchowa.
- Cnoty do praktykowania są różne w zależności od osoby, a „w wyborze cnót, w których mamy się ćwiczyć, winniśmy się skłaniać raczej do tych, które są bardziej zgodne z naszym powołaniem i z naszymi obowiązka­mi, aniżeli do tych, które nam bardziej przypadają do smaku. Każde powołanie wymaga ćwiczenia się w osob­nej, jemu właściwej, cnocie. Inne są cnoty duchownych, a inne świeckich; inne żołnierskie, inne biskupie, a inne królewskie; inne panieńskie, inne małżeńskie, a inne wdowie.
- Żeby jednak nie pomylić drogi przez odwracanie priorytetów, trzeba wiedzieć, że istnieje hierarchia cnót. Dla Franciszka Salezego nie ma najmniejszej wątpliwości: na czele staje miłość, podczas gdy inne towarzysza jej lub ją naśladują. Inne cnoty – szczególnie łagodność – zależą od miłości, są jej wyrazem i konkretnymi realizacjami lub także środkami do ich jej nabywania, bowiem wielką prawd a jest, że „jedynie miłość czyni nas doskonałymi.
- Czym stają się w tym wykazie cnót tradycyjne ćwiczenia ascetyczne? Nie ulegają zniszczeniu, ale przesunięty jest akcent. Tak właśnie Franciszek Salezy poleca raczej pracę niż post, raczej umiarkowanie w przyjemnościach niż wyrzeczenie. Zamiast wybierać stale najgorsze jako pokutę, lepiej jest wstrzymać się od wyboru.
- Większą wydaje mi się cnotą jeść bez wyboru to, co nam podadzą, i w takim porządku, w jakim nam podadzą, czy nam do smaku, czy nie do smaku, aniżeli zawsze wybierać co gorsze. Bo choć ten ostatni sposób może się wydawać ostrzejszy, to jednak w pierwszym jest więcej zaparcia się siebie samego, tym bowiem sposobem wyrzekamy się nie tylko sma­ku, ale i własnej woli; bo niemałym jest umartwieniem poddawać się w sprawach smaku obcej ręce i zdać go na wszelki traf. A przy tym ten rodzaj umartwienia – dla nikogo niewidoczny, nikogo nie zasmucający – jest jedynie właściwy w życiu społecznym.
- Życie duchowe, tak jak je pojmuje Franciszek Salezy, nie dotyczy „wyłącznie spraw nadzwyczajnych, ale głównie codziennej drobnej krzątaniny”. Wydaje mu się to tak ważne, że nalega: „Dobrze jest zmierzać ogólnym dążeniem do najwyższej doskonałości życia chrześcijańskiego, nie należy jednak filozofować w odniesieniu do szczegółów, chyba tylko na temat poprawy i na temat postępu zgodnie z codziennymi wydarzeniami z dnia na dzień. Nie trzeba czekać na okoliczności nadzwyczajne, by praktykować niektóre cnoty, jak spokój czy panowanie nad sobą w strapieniach. Właśnie pośród najbardziej banalnej codzienności może dokonać się spotkanie w Bogiem. „Czy chcesz podobać się Bogu? Jeśli nie wybrałeś rodzaju życia, wybierz go; jeśli go wybrałeś, wykonuj obowiązek swego stanu: tu znajdziesz Boga, Bóg się tobą zaopiekuje.
- Po aktywnym aspekcie duchowości dnia codziennego, trzeba przyjrzeć się „szczytowi” tej duchowości, którym może być jedynie szczytem gotowości, gościnności, oddania się. Jeżeli jest jakiś ważny punkt w duchowości Franciszka Salezego, to jest nim „święta obojętność”, streszczona w formule: „Niczego nie żądać, niczego nie odmawiać”.
- Gdy idzie o pasywność i o świętą obojętność, która w istocie polega na skrajnej obojętności woli w odniesieniu do tego, co się zdarzy, Franciszek Salezy sam uściśla sprawy, biorąc przykład   z choroby. „Gdy zachorujesz, użyj lekarstwa, na jakie cię stać i według Boga, bo inaczej czyniąc, kusiłabyś Go. Ale to uczyniwszy, wyczekuj skutku z zupełnym zdaniem się na wolę Bożą. Jeśli Mu się spodoba, żeby lekarstwo zwyciężyło chorobę, dziękuj Mu w pokorze; ale jeśli zechce, żeby choroba zwyciężyła leki, błogosław Mu w cierpliwości". Tak właśnie mądrość i świętość doprowadzają mnie do przyjęcia tego, co nieuniknione, lecz nie tylko do przyjęcia, ale do pragnienia tego, czego chce Bóg, spajając własną wolę z Jego wolą.
- Docenia i poleca modlitwę ustną wspólnotową lub osobistą. Jednakże jakość takich modlitw wypływa z wnętrza, z serca modlącego się: Bo jedno Ojcze nasz odmówione z uczu­ciem więcej jest warte od wielu mówionych z pośpie­chem.
Na modlitwie należy stosować nastawienie wewnętrzne i unikać popadania w pobożną gadaninę i w puste formuły.
 Istotnie, „nie świadczy o odprawianiu modlitwy jakieś mamrotanie wargami, jeśli nie wiąże się z tym skupienie serca”. Pan Bóg patrzy bardziej do serca tego, kto się modli, niż na słowa, jakie wypowiada”.
- Cenił przede wszystkim „modlitwę myślną”, którą polecał wszystkim, nawet ludziom świeckim. Lepsza jest dlatego, że daje naprawdę pierwszeństwo nastawieniu wewnętrznemu przed zewnętrznym. Jej jakość zależy od miłości, ponieważ modlitwa warta jest tyle, ile warta jest miłość. Albowiem „prawdziwa miłość wcale nie posiada metody”.Modlitwa myślna, którą on nazywa także „modlitwą serdeczną”, ma dwie formy: medytacja i kontemplacja. Obydwie podtrzymują życie duchowe.
- Jeżeli modlitwa myślna wymaga zabezpieczenia sobie dla tego ćwiczenia określonego czasu w ciągu dnia, to istnieje także trzecia forma modlitwy, o wiele bliższa życia i możliwa do pogodzenia z każdym rodzajem zajęcia. Chodzi o modlitwą życiową, którą można także nazwać modlitwą przeżywaną. Wszystkie czyny tych, którzy żyją w bojaźni Bożej, są ciągłymi modlitwami, a to nazywa się modlitwą życiową. Wówczas ich życie jest ustawiczną modlitwą. To samo można powiedzieć o tych, którzy dają jałmużnę, którzy nawiedzają chorych i przykładają się do wszystkich tego typu dzieł, że odprawiają rozmyślanie, a wszystkie te dobre uczynki doznają nagrody od Boga”.
Zajęcia żadną miarą nie zdołają przeszkodzić zjednoczeniu z Bogiem, a ci, którzy praktykują tę formę modlitwy, nie potrafią o Bogu zapomnieć.
- Pośród czynności każdego dnia i „nacisku spraw doczesnych” zawsze można znaleźć chwilkę samotności, aby złączyć się z sercem Boga. Podczas zewnętrznych zajęć i wśród gwaru świata uciekać się często do samotności swojego serca. A tej twojej samotności nie zdoła cię pozbawić panujący wokół ciebie zgiełk ludzki. Ćwiczenie to jest łatwe, bo „może się odbywać wśród wszystkich naszych spraw i zajęć”.
- Obok „wielkich dzieł” winniśmy brać pod uwagę drobne i mało ważne: drobne przykrości i niedostatki, codzienne drobne czyny miłości, małe cierpienia. Wszystko zależy od intencji, z jaką podchodzimy do naszych czynów. Nie stajemy się doskonali i nie jesteśmy bardziej mili Bogu przez wielość naszych dzieł, ale przez miłość, z jaką ich dokonujemy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.