Życie nie jest proste i łatwe dla każdego. Choć czasem patrząc na innych ludzi wydaje się, że oni mają lekko i zawsze z górki. A inni wciąż pod górkę i nie widać wierzchołka góry, a więc nie można dostrzec niczego poza wysokością góry. Lecz może i ci, którzy postrzegani są przez nas za farciarzy też mają swoje kłopoty i problemy, tylko my o nich nie wiemy. Znałam w przeszłości dwie niespokrewnione ze sobą kobiety, których zachowanie można by dopasować do powiedzenia "Uśmiech na ustach, gdy w sercu ból, to najtrudniejsza z życiowych ról". Jedna z nich już od kilkunastu lat nie żyje. Zmarła jako staruszka przed dziewięćdziesiątką. Była zawsze wesołą, spokojną i ułożoną kobietą i matką 9 dzieci. Mąż, który był dla niej bardzo dobry i zarabiał na życie, a były to lata powojenne zginął tragicznie, gdy najmłodsze dziecko miało dwa tygodnie. Nie mam pojęcia w jaki sposób zdołała ona tak dobrze wychować wszystkie dzieci. W międzyczasie zmarł na chorobę nowotworową jej czterdziestoletni syn ojciec trójki dzieci. Potem zmarła na białaczkę nastoletnia wnuczka. A ona ciągle ze spokojem i uśmiechem na twarzy i z dobrym słowem dla każdego.
Druga wspomniana przeze mnie osoba, to żyjąca około 60 letnia kobieta. Upośledzona na zdrowiu od urodzenia. Mąż jej przez lata był chory i już od dwóch lat nie żyje. Syn zmarł zaraz po urodzeniu. Dwie córki żyją, lecz obydwie są chore psychicznie i nie ma ich w domu. Kobieta mieszkająca samotnie zdawałoby się powinna być załamana do granic możliwości. A ona zawsze i także teraz tryska uśmiechem i pogodą ducha. Ze wszystkim jest pogodzona, z każdym zatrzyma się i porozmawia. Myślę, że kobiety te obdarzone były Darami Ducha Świętego i ogromną wiarą i zaufaniem do Pana Boga, bo inaczej tego wytłumaczyć się nie da.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.