SOBOTA - odpoczynek, słońce, materac, binokle, czapeczka......i luz przecież się należy.
NIEDZIELA - praca, słońce, szpadel, konewka, koński ogon......i hajda do roboty, bo przecież samo się nie zrobi.
Podejście do Dnia Pańskiego wielu mieniących się za wierzących.
Dla naprawdę wierzącego człowieka wyrzutem sumienia jest kilka nieumytych naczyń, które pozostały na niedzielę z soboty. Albo rozwieszenie do schnięcia upranych w sobotni wieczór paru ręczników, które były zamoczone podczas wieczornej kąpieli. Czy pójście do sklepu, bo zabrakło chleba na kolację. Nawet to.
A nie - w niedzielę graczka w dłoń i do dzieła. A to dzieło potem diabli wzięli. A dlaczego mieli nie wziąć, jak to było ich ? Wzięli swoje.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.